Wrocławianki bardzo dobrze zaczęły spotkanie od prowadzenia 7:0, a prym pod łódzkim koszem wiodła Perez Torres Tania, która celną trójką otworzyła wynik meczu. Wydawało się, że to starcie skończy się podobnie, jak dwa poprzednie Widzewa - czyli porażką sporą liczbą punktów. Mogła o tym świadczyć słaba pierwsza kwarta przegrana 9:21. W kolejnych minutach łodzianki chciały jednak pokazać, że praca na treningach daje efekty. Z każdą minutą widzewianki prezentowały się pewniej na parkiecie i momentami przejmowały inicjatywę. Dobrze pod koszem pracowała Brandi Harvey-Carr, a dodatkowo łodziankom pomogła Kourtney Treffers, która opuściła boisko z powodu pięciu przewinień (zakończyła mecz z zerowym dorobkiem punktowym). Silną bronią była jednak Tijana Ajduković, której skuteczna gra nie pozwalała Widzewowi zbliżyć się za blisko.
Po kolejnych punktach Daryi Zavidnej i Julii Drop gospodyniom udało się jednak zniwelować stratę nawet do sześciu punktów! Ale to był ostatni taki moment w grze Widzewa - do głosu doszła doświadczona Agnieszka Kaczmarczyk, a kilka kontr skutecznie wykończyła Marissa Kastanek i marzenie o zwycięstwie widzewianki musiały odłożyć na później. Nie pomogła też duża liczba strat łodzianek. Ekipa Arkadiusza Rusina została postraszona, ale mecz zakończył się zgodnie z planem - wygraną Ślęzy 67:40.