,

Lista aktualności

Dariusz Maciejewski: Dalej jesteśmy w grze

- Walka środkowych Leuchanka - Charles to była dla obiektywnego kibica, dla każdego myślę sympatyka koszykówki kobiecej po prostu poezją zawodowego basketu. Dla takich meczów się pracuje, trenuje, a nawet kibicuje - podsumował drugą wygraną w elitarnej Eurolidze Dariusz Maciejewski, szkoleniowiec KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp.

,

- Mnie poza wygraną mojego zespołu cieszą też inne rzeczy. Głównie to, że Gorzów Wielkopolski może występować w tak elitarnych rozgrywkach jakimi bez żadnego wahania jest Euroliga, bo dzięki temu gorzowscy kibice koszykówki mogą oglądać najlepsze zespoły w Europie, a także najlepsze zawodniczki na świecie. Jedną z takich zawodniczek jest Tina Charles, którą mogliśmy w hali PWSZ dziś podziwiać. Niektórzy nawet może po raz pierwszy w życiu, bo jak wiemy pokazywanie Mistrzostw Świata, czy rozgrywek WNBA, niestety nie jest w Polsce póki co powszechne - rozpoczął pomeczowy komentarz trener aktualnych wicemistrzyń Polski. - Walka środkowych Leuchanka - Charles to była dla obiektywnego kibica, dla każdego myślę sympatyka koszykówki kobiecej po prostu poezją zawodowego basketu. Dla takich meczów się pracuje, trenuje, a nawet powiem i kibicuje. Myślę, że gdyby nasza hala miała dziś pięciotysięczną widownię to ze spokojem zapełniłaby się dziś do ostatniego krzesełka - dodał po chwili trener KSSSE AZS PWSZ. - Wracając już do przebiegu samego widowiska, to zgadzam się z tym co powiedziała wcześniej Yelena (Leuchanka - dop. red.). Kluczem do naszego triumfu była czwarta kwarta. Jedna z najważniejszych kwart w mojej karierze, a także jedna z najlepszych jakie pod moją wodzą rozegrały dotychczas dziewczyny - stwierdził stanowczo szkoleniowiec reprezentacji Polski. - Przed ostatnią częścią gry powiedziałem dziewczynom, że jak tego nie wygramy to możemy już w Eurolidze pakować walizki, a na poważne granie w lidze polskiej będziemy czekać, aż do play-off, czyli do okolic marca - kwietnia. Zwyciężyć to było dla nas podstawowe zadanie. Mimo wcześniejszego zmęczenia i przebiegu gry. Justyna oraz koleżanki zrozumiały to. Wzięły się ostro do roboty. W ostatniej odsłonie bardziej chciały wygrać ten bój niż rywalki. Ostatecznie cel został osiągnięty i dalej jesteśmy w grze - podsumował opiekun KSSSE. Po chwili dorzucając z uśmiechem: - To było wspaniałe widowisko, a wszystkim tym aspektom dopełnienie dali nasi kibice, którzy zawsze są wspaniali i głośni, ale dziś dali z siebie, podobnie jak ich pupilki, chyba nie 100 procent, a 110 co najmniej, jak nie więcej oczywiście (śmiech). Serdecznie dziękuję przy tej okazji nie tylko naszym fanom, ale wszystkim tym, którzy obecni byli tego dnia na hali.