,

Lista aktualności

Mistrzynie w półfinale, Lider nie dał rady

Lotos Gdynia trzecim półfinalistą Ford Germaz Ekstraklasy. Po bardzo zaciętym meczu podopieczne George Dikaioulakosa pokonały na wyjeździe Matizol Lider Pruszków. O sukcesie gdynianek zadecydowała bardziej opanowana gra w czwartej kwarcie.

,

Niedzielne spotkanie z Lotosem pruszkowianki przegrały różnicą dziesięciu punktów, ale końcowy wynik jest nieco mylący. Tak wysoką przewagę mistrzynie Polski zbudowały dopiero w ostatnich sekundach, w momencie gdy miejscowe szybkimi akcjami próbowały odwrócić losy rywalizacji. Czyniły to jednak trochę chaotycznie, co niemal bezbłędnie wykorzystały niepokonane od piętnastu spotkań zawodniczki z Gdyni, wyprowadzając błyskawiczne kontry. - Coś w nas pękło. Zaczęłyśmy się mylić, co tak doświadczony zespół, jakim jest Lotos, skutecznie wykorzystał - przyznała kapitan Lidera Martyna Koc. A szkoleniowiec Arkadiusz Koniecki dodawał: - Być może presja wyniku spowodowała nerwowość w naszych ofensywnych poczynaniach. Dziewczyny miały świadomość, że porażka wyeliminuje nas z rywalizacji o pierwszą czwórkę, a każde kolejne nieudane zagranie nas od tego celu oddala. Starały się nie popełniać błędów, ale w momencie gdy się o tym myśli, najczęściej wychodzi odwrotnie - wyjaśnił Koniecki. Lider do ostatniej minuty miał szansę na zwycięstwo, choć już na samym początku zawodów stracił pierwszopiątkową Alicję Bednarek. Reprezentantka Polski przy agresywnej obronie nieszczęśliwie upadła na bark. Na tyle pechowo, że ten wyskoczył ze stawu. Bednarek przy pomocy koleżanek opuściła parkiet, ale schodząc wyraźnie dała do zrozumienia, że nie będzie w stanie kontynuować gry. Miejscowe tym faktem się jednak nie załamały i od stanu 4:4 potrafiły wyjść na prowadzenie 13:4. Aktywna po obu stronach parkietu była zwłaszcza Brittany Denson, która sporadyczne błędy w ataku nadrabiała zaangażowaniem w obronie. Amerykanka w samej tylko pierwszej kwarcie trzykrotnie uniemożliwiła rywalkom oddanie celnego rzutu do kosza, a zawody zakończyła z dorobkiem 7 bloków. - Lider grał naprawdę inteligentnie w obronie, często ją zmieniając. To skutecznie uniemożliwiało moim dziewczyną szybkie rozczytanie zamiaru rywalek, w efekcie czego w naszej grze zniknęła spontaniczność - analizował trener George Dikaioulakosa, pod wodzą którego Lotos jeszcze na polskich parkietach nie przegrał. Grek prowadzi gdyńską drużynę od początku roku. W tym czasie wygrał jedenaście spotkań w Ford Germaz Ekstraklasie oraz trzy w Pucharze Polski. Dobrą obronę pruszkowianek oraz nieporadność gdynianek w ataku najlepiej potwierdzają statystyki. W całej pierwszej kwarcie Lotos trafił zaledwie 2 z 14 rzutów z gry, przez moment prezentując nawet jednocyfrową skuteczność z gry. - Rywalki grały naprawdę świetnie w obu spotkaniach. Wszystkie byłyśmy bardzo zmęczone - tłumaczyła Naketia Swanier, która zakończyła zawody z dorobkiem 14 punktów i 5 zbiórek. - Jestem bardzo dumna z koleżanek z drużyny. Pomimo tego, że popełniliśmy dużo błędów, wzajemnie się mobilizowaliśmy. Cały czas byłyśmy jednością, co przełożyło się na wygraną - dodała. Pierwsza kwarta zakończyła się siedmiopunktowym prowadzeniem Lidera (13:6),ale kilka chwil po rozpoczęciu drugiej części meczu było już 21:20 dla Lotosu. Od tego momentu żadna ze stron nie potrafiła zbudować większej przewag. - To był mecz walki, charakternych dziewczyn, jakimi jesteśmy. Każda z nas wyszła na boisko niezwykle zmobilizowana. Szkoda, że w ostatniej części meczu przestałyśmy dyktować warunki - żałowała obwodowa Lidera Magdalena Skorek. Kluczowe dla losów rywalizacji okazało się ostatnie pięć minut regulaminowego czasu gry. Przy stanie 40:36 dla Lidera Babkina szczęśliwie trafiła z pół dystansu o tablicę, a chwilę później w równie ekwilibrystyczny sposób do remisu doprowadziła Paulina Krawczyk. To wyraźnie wyprowadziło z rytmu pruszkowianki, które w krótkim odstępie czasu popełniły dwa proste błędy. Najpierw, grająca przez całą drugą połowę z czterema przewinieniami, Adrianne Ross przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy podała w poprzek boiska wprost w ręce Swanier, a w kolejnej akcji Denson sędziowie odgwizdali błąd ośmiu sekund. Z tej okazji skrupulatnie skorzystały gdynianki, odskakując na cztery punkty (44:40). - Przez ostatnie pięć minut broniłyśmy naprawdę dobrze, a nasza aktywność wymusiła błędy Lidera. Dzięki temu już po drugim spotkaniu ćwierćfinałowym jesteśmy w półfinale - cieszyła się wychowanka pruszkowskiego klubu Olivia Tomiałowicz. - W sporcie nie ma sentymentów. Raz gra się dla Pruszkowa, innym razem przeciwko niemu. Kocham to miasto, bo tu się wychowałam, ale obecnie jestem zawodniczką Lotosu i dla tego klubu staram się zrobić jak najwięcej - dodała Tomiałowicz. Na mecz do Pruszkowa Lotos przyjechał bez kontuzjowanych Marty Jujki i Magdaleny Kaczmarskiej. Całe zawody z ławki rezerwowych obserwowała reprezentantka Polski Daria Mieloszyńska. - Bardzo chciałyśmy wrócić do Gdyni, niestety to nam się nie udało. Teraz zrobimy jednak wszystko, aby utrzymać piąte miejsce na zakończenie rozgrywek - zakończyła Martyna Koc. To byłoby nieprzyzwoite, gdyby raczkujący w rozgrywkach zespół, wyeliminował mistrzynie Polski - uzupełnił Koniecki.