,

Lista aktualności

Krzysztof Szewczyk: Słowa uznania dla dziewczyn

Koszykarkom INEA AZS Poznań nie udało się w tym sezonie awansować do fazy play-off. Akademiczki nie były również poważnie zagrożone spadkiem. O minionym sezonie otwarcie opowiedział nam Krzysztof Szewczyk, trener INEA AZS Poznań.

,

O braku trzech Amerykanek - W tej chwili nie ma to już znaczenia. Przed sezonem zakładaliśmy, że miały być trzy zawodniczki zagraniczne. Okazało się, że na samym początku była jedna. W związku z tym, że miały być trzy doświadczone zawodniczki zagraniczne, zbudowaliśmy młody polski skład. Nie ukrywam, że gdybyśmy od początku wiedzieli, że będzie tylko jedna zawodniczka z zagranicy, ten skład byłby inaczej zbudowany. Stało się jednak jak się stało i nie ma co tego żałować. Młode polskie zawodniczki dostały szansę i myślę, że ją wykorzystały. Podsumowanie sezonu - Mieliśmy momenty lepsze i gorsze. Na początku sezonu przegraliśmy kilka meczów w końcówce. Wydaje mi się, że gdyby na przykład mecze z Widzewem i ŁKS-em odbywały się na samym końcu sezonu, to drużyna nabrała takiej pewności i doświadczenia, że byśmy ich nie przegrali. Jestem bardzo zdziwiony głosami niedosytu z powodu wyniku w tym sezonie. Jestem tego zdania, że krytyka jest potrzebna. Tylko musi to być konstruktywna krytyka i podparta racjonalnymi argumentami, a nie na zasadzie - jest źle, bo jest źle, bo na przykład kilka sezonów wstecz zespół bił się o medale a w tym sezonie nie. Trzeba brać pod uwagę wszystkie uwarunkowania takie jak budżet, skład, itp. Uważam, że nie jest to fair w stosunku do klubu, dziewczyn z zespołu i mnie. Prawda jest taka, że mieliśmy przedostatni budżet w lidze. Skład był zbudowany za 200 tysięcy mniej niż w zeszłym sezonie, a wynik jest praktycznie takim sam. Po rundzie zasadniczej mieliśmy siedem zwycięstw tak samo jak zespół z zeszłego roku. A nie zapominajmy o tym, że tak naprawdę to był najmłodszy zespól w ekstraklasie. Wiadomo, że zostały popełnione błędy, w pewnych sytuacjach można było zachować się lepiej. Biorąc jednak pod uwagę cały sezon, moim zdaniem nie rzutowały one na końcowy wynik. Oprócz jednego meczu z Widzewem, w którym zespół się skompromitował, w żadnym innym spotkaniu drużyna się nie poddała. Porażkę z łodziankami biorę na siebie, bo na pewno został popełniony błąd z przepracowaniem okresu świątecznego. W reszcie spotkań dziewczyny walczyły z całych sił. Nawiązaliśmy wyrównaną walkę z Gorzowem i Polkowicami. W play-outach dopadł nas mały kryzys, gdy przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Wpływ na to miały treningi. Czasami w zajęciach brały udział tylko trzy zawodniczki, bo część była chora, część leczyła urazy, a jeszcze inne grały o awans do pierwszej ligi centralnej. To trochę rozbiło zespół. W paru meczach mogliśmy się pokusić o niespodziankę, ale z tymi zespołami silniejszymi mieliśmy problem, by utrzymać się w grze przez 40 minut. Niestety zdarzały nam się dwu-trzyminutowe przestoje, w których rywal odjeżdżał nam na kilkanaście punktów, i nie byliśmy już w stanie tego odrobić. W tych momentach wychodziła krótka ławka i czasami brak doświadczenia. Myślę jednak, że po meczach z Polkowicami u siebie, z Gorzowem na wyjeździe, czy w Krakowie z Wisłą, kibice mogli być zadowoleni. O krótkiej ławce - Prawda jest taka, że my graliśmy cały sezon sześcioma-siedmioma zawodniczkami. Nie było możliwości dużej rotacji ze strony rezerwowych. Na początku sezonu założyliśmy sobie, mając na uwadze trzy Amerykanki, że do gry będzie dziewięć zawodniczek. Wtedy nasza koszykówka wyglądała by inaczej, byłaby oparta na szybkim ataku. W sześć zawodniczek nie da się tak grać. Udało nam się przez cały sezon uniknąć kontuzji. Dziewczyny dały z siebie wszystko. Moim zdaniem zagrały prawie na sto procent swoich możliwości. Oczywiście każda z nich może grać lepiej. O zawodniczkach - W mojej ocenie Weronika Idczak z takiej trochę "postrzelonej" rozgrywającej z poprzednich lat, stała się pewnym graczem, który tak mi się wydaje, powinien być w reprezentacji Polski, bo to jest jedna z niewielu młodych polskich rozgrywających, która ma szansę na zrobienie kariery. Ona w końcówce sezonu grała naprawdę bardzo dobrze i odpowiedzialnie, z małą ilością strat. Kierowała zespołem w ważnych chwilach, brała odpowiedzialność na siebie. To nie każdy potrafi, a Weronika sobie z tym poradziła. Myślę, że ona zrobiła największy postęp w tym sezonie. Elżbieta Mowlik w kilku meczach dała nam zwycięstwo. Dzięki wysokiej formie wróciła do reprezentacji. Aneta Kotnis praktycznie od dwóch lat nie grała. Po słabszym początku, gdy musiała wejść w ligowe granie i niespodziewanie wziąć na siebie większą odpowiedzialność, poradziła sobie znakomicie. Agnieszka Makowska – bardzo niedoceniana w Polsce zawodniczka. W obronie wykonuje może niewidoczną pracę, ale bardzo pożyteczną dla drużyny. Asia Kędzia - jedyna wysoka w naszym zespole. Poradziła sobie z tym znakomicie. Nie zapominajmy, że to jest jej tak naprawdę pierwszy sezon w Ekstraklasie gdy gra podkoszowa spoczywała na jej barkach. Słowa uznania dla dziewczyn.