Drugi dzień Mistrzostw Europy koszykarek przyniósł zaskakujące rozstrzygnięcia, a na "czarnego konia" turnieju wyrasta drużyna Czarnogóry. Po wczorajszym zwycięstwie nad reprezentacją Polski dzisiaj podopieczne Miodraga Baletica pokonały Hiszpanię 66:57 i awansowały do drugiej rundy turnieju!
GRUPA C (Katowice)
Niemcy - Polska 60:75 (19:23, 11:7, 15:24, 15:21) Statystyki
Niemcy: Bär 13, Breitreiner 11, Austmann 11, Richter 10, Menz 8, Mersch 5, Greunke 2, Koop 0, Gläser 0, Thimm 0, Kühn 0.
Polska: Kobryn 16, Babicka 11, Skobel 11, Pawlak 10, Szott 9, Mowlik 7, Kaczmarczyk 7, Żurowska 4, Dźwigalska 0, Pietrzak 0, Gulak-Lipka 0.
Po porażce w pierwszym meczu z Czarnogórą 53:70 Polki w swoim drugim meczu stanęły naprzeciwko reprezentacji Niemiec. Nasze zachodnie sąsiadki swój mecz otwarcia także przegrały i dlatego niedzielne starcie było niezwykle ważne.
Polki wyszły na ten mecz już mniej stremowane, a bardziej nastawione na walkę. Po zdobytych punktach Kaczmarczyk w 2 minucie prowadziły 6:3. Jednak chwilę potem ładnym rzutem za 3 punkty popisała się Anne Breitreiner. Największą bolączką polskiego zespołu w pierwszych minutach było zbyt łatwe wpuszczanie przeciwniczek w pole 3 sekund, z którego zdobywały dużo punktów. Między innymi przez to na 3 minuty do końca kwarty remisowały po 14. Dzięki jednak sprytnym zagraniom i skutecznemu wykończeniu szybkich akcji kolejnych 7 punktów w ciągu pół minuty padło łupem Polek. Dzięki temu zrywowi polska reprezentacja prowadziła po pierwszej kwarcie 23:19. Przewaga mogła być wyższa ale kwartę zakończył celny rzut równo z syreną z połowy boiska autorstwa Sarah Austmann.
Druga ćwiartka meczu to przede wszystkim seryjnie tracone piłki będące efektem indywidualnych błędów polskich zawodniczek. Niemki jednak także nie potrafiły tego wykorzystać, seryjnie pudłując swoje rzuty. Ten festiwal błędów przewał trener Maciejewski prosząc o przerwę na żądanie. Wskazówki trenera nie przyniosły jednak skutku, ponieważ w dalszym ciągu trwała bieganina bez ładu i składu kończona stratami piłki lub niecelnymi rzutami. Brakowało przede wszystkim rozegrania akcji, po których nasz zespół mógłby zdobywać kolejne punkty. Pierwsze "oczka" nasze zawodniczki w tej części gry zdobyły po prawie 7 minutach. Drugi celny rzut na 15 sekund do końca pierwszej połowy dał Polkom remis po 30.
Po kolejnych niemrawych minutach i powielaniu błędów z pierwszej połowy reprezentantki Polski zaczęły grać przede wszystkim skuteczniej. Po drugiej stronie parkietu czołową zawodniczką była natomiast Romy Bär, która raz po raz nękała defensywę Polek. Już w połowie trzeciej kwarty miała na swoim koncie 13 punktów. Wynik meczu jednak w dalszym ciągu oscylował koło remisu. Tak jak w pierwszej odsłonie meczu tak i teraz podopieczne trenera Maciejewskiego w ciągu kilku chwil potrafiły uzyskać 7 punktów z rzędu nie tracąc żadnego. Wszystko za sprawą szybkiej gry, kilku przechwytów i skutecznego wykończenia akcji. Celny rzut za 3 punkty Pawlak podwyższył jeszcze to prowadzenie do 53:45 na minutę do końca. Końcowy wynik po trzeciej kwarcie 54:45 dawał duże nadzieje na końcowy sukces.
Ostatnia część gry to dobra postawa w jej początkowej fazie Eweliny Kobryn, która ogrywała swoje rywalki pod koszem. Dzięki rzutowi za 3 punkty Kaczmarczyk Polki prowadziły już 59:47, a trener Niemek musiał wziąć czas. Wraz z kolejnymi minutami statystyki z tego meczu wzbogacały się o kolejne straty i niecelne rzuty z różnych miejsc na boisku. Ten serial niemocy przerwała dopiero Paulina Pawlak, która trafiając jeden rzut wolny dała polskiej drużynie prowadzenie 60:50. Niemki zaczęły szukać swojego szczęścia w nacisku na polską rozgrywającą i wymuszaniu na niej kolejnych strat. Jednak już pierwsza tego typu akcja zakończyła się ładnymi punktami Agnieszki Szott po podaniu właśnie Pawlak. Przy takim obrocie sprawy w poczynania Niemek wkradła się duża nerwowość. Jedynie niewzruszony był ich trener Bastian Wernthaler, który przez cały mecz ani razu nie podniósł głosu w żadnej z sytuacji. Nie zmieniło to jednak faktu, że to Polki miały zapas kilkunastu punktów, dzięki któremu mogły grać spokojniej i z większą rozwagą. To właśnie te dwie cechy w samej końcówce miały decydujące znaczenie przy odniesionym zwycięstwie 75:60.
Tym zwycięstwem polskie zawodniczki zapewniły już sobie awans do kolejnej fazy mistrzostw Europy, która od środy będzie trwała w katowickim Spodku. Zanim jednak polskie koszykarki zaczną myśleć o tych meczach to jeszcze jutro czeka ich starcie z Hiszpanią. Jest ono o tyle ważne, że w kolejnej fazie zaliczane są punkty wywalczone z dotychczasowymi rywalami.
Powiedziały po meczu:
Elżbieta Mowlik: - To był ciężki mecz. To zwycięstwo nas motywuje. Początek był trochę szarpany ale wierzyłyśmy w to że możemy wygrać i jak widać wszystko jest możliwe i udało się.
Agnieszka Skobel: - Zagrałyśmy zespołowo. Poprawiłyśmy skuteczność. Skoncentrowałyśmy się na Niemkach, które postawiły trudne warunki. Cały czas wierzyłyśmy w zwycięstwo i udało się. Na boisku starałyśmy się dać z siebie wszystko i pomóc drużynie. Po wczorajszej porażce każda przeanalizowała swoje błędy. Dzisiaj je wyeliminowałyśmy i dlatego mamy to zwycięstwo.
Agnieszka Szott: - Zwycięstwo dało nam wiarę bo miałyśmy nóż na gardle. To był kawał dobrego basketu i znowu skrzydła nam urosły. Wczoraj zabrakło zespołowości. Teraz będziemy przygotowywać się na Hiszpanię.
Svenja Greunke: - To był bardzo dobry mecz. Polki zagrały o wiele lepiej niż wczoraj. Przegrałyśmy i jestem bardzo smutna, ale nie ma co płakać. Cieszę się, że w ogóle jesteśmy na EuroBaskecie Kobiet. Jeżeli chodzi o same mistrzostwa i Polskę to jest tu naprawdę fajnie. Lubię Polskę i Polaków.
Stephanie Wagner: - Mieliśmy wiele szans, których nie wykorzystaliśmy. W pierwszej połowie byłyśmy bardzo blisko. Dzisiaj Polska była wspaniała. Polki były szybkie, nie marnowały sytuacji, a do tego jeszcze całkowicie nas zdominowały w drugiej połowie. A do tego świetni kibice.
Czarnogóra - Hiszpania 66:57 (20:13, 19:18, 15:16, 12:10) Statystyki
Czarnogóra: Perovanovic 18, Skerovic 13, Turcinovic 11, Dubljevic 10, De Forge 9, Bjelica 5, Jovanovic 0, Aleksic 0, Popovic 0, Milutinovic 0.
Hiszpania: Torrens 25, Montañana 11, Lyttle 8, Dominguez 5, Cruz 4, Aguilar 2, Palau 2, Nicholls 0, Lima 0, Xargay 0.
Drugi dzień mistrzostw granych dzień po dniu to czas dla wielu zespołów meczów o wszystko. Jednak to nie takimi meczami rozpoczęła się niedzielna rywalizacja w katowickim Spodku. Jako pierwsze na parkiet w dzisiejsze popołudnie wybiegły zawodniczki Hiszpanii oraz Czarnogóry, które wczoraj zapisały na swoich kontach zwycięstwa.
Drużyna z Półwyspu Iberyjskiego była faworytem tego spotkania i jak na faworyta przystało rozpoczęła od prowadzenia 5:0. Punkty te były dziełem Alby Torrens. Taki rozwój wypadków nie zraził jednak zawodniczek z Czarnogóry i już po paru minutach prowadziły one 10:9. Podrażniona Hiszpania starała się jak najszybciej odzyskać prowadzenie, ale robiła to bardzo nerwowo i niechlujnie co rodziło wiele błędów i strat. W dużej mierze dzięki Annie De Forge Czarnogóra wyszła na prowadzenie 15:11 po 7 minutach gry. Jelena Dubljevic rzutem za 3 punkty na pół minuty do zakończenia kwarty ustaliła wynik na 20:13.
Drugą część gry zespoły rozpoczęły od celnych rzutów z dalszej odległości. Po jednej z kontr Hiszpanek trener Czarnogóry Miodrag Baletic wziął czas na żądanie pomimo tego, że jego drużyna prowadziła różnicą 5 punktów. Wbrew tej przerwie gra obu ekip nie zmieniła się w znaczący sposób. W dalszym ciągu obu zespołom brakowało płynności w grze i skutecznego wykończenia w ataku. Jednak największym problemem Hiszpanek w tym spotkaniu były stracone piłki. Dzięki temu Czarnogóra mogła zdobywać z większą łatwością punkty po szybkich atakach. Reprezentantki tego kraju bardzo skrzętnie korzystały z tej możliwości i na 3 minuty do końca pierwszej połowy prowadziły 12 punktami. W tym momencie jednak sprawy w swoje ręce wzięła Alba Torrens, zdobywczyni 18 punktów w pierwszej połowie. Po 20 minutach Hiszpanki przegrywały 31:39.
Hiszpanki na drugą połowę wyszły z zupełnie innym nastawieniem i na efekty takiej postawy nie trzeba było długo czekać. Swój show w dalszym ciągu kontynuowała Torrens, a przy pomocy jej koleżanek udało się całemu zespołowi zniwelować straty do zaledwie dwóch oczek. Szkoleniowiec Czarnogóry nie miał innego wyjścia niż tylko poprosić o przerwę na żądanie, po której mecz zdecydowanie się wyrównał. W dalszym ciągu nie do zatrzymania była też Alba Torrens, trafiała jak natchniona. Czarnogóra, w której skutecznie grała większa liczba zawodniczek, dzielnie się broniła, czego efektem było kolejne odskoczenie i wynik 54:47 na zakończenie 3 kwarty.
Ostatnia część gry to z jednej strony próby sforsowania obrony Czarnogórek, a z drugiej wykorzystywanie wszystkich błędów zestresowanych Hiszpanek. Znacznie lepiej gra ułożyła się teoretycznie słabszemu zespołowi, który bardzo rozważnie i konsekwentnie zdobywał kolejne punkty. Głównym motorem napędowym w tym meczu była podkoszowa Iva Perovanovic. Zawodniczka brała na siebie ciężar gry z dobrym skutkiem dla swojej drużyny. To właśnie ona była też autorką desperackiego, ale też i udanego rzutu za 3 w ostatniej sekundzie, który dał 11-punktowe prowadzenie na niewiele ponad minutę do końca. Po tym ciosie Hiszpanki już nie były w stanie się podnieść i przegrały spotkanie 57:66.
Po meczu powiedziały
Sancho Lyttle (Hiszpania): - To był bardzo zły mecz i jutro musimy zagrać lepiej, bardziej drużynowo. Polska to inny zespół niż Czarnogóra dlatego też musimy zapomnieć o dzisiejszym meczu aby jutro zagrać od nowa.
Anna De Froge: - Cały czas trzymałyśmy Hiszpanki na dystans i kontrolowaliśmy grę.
Jelena Skerovic: - Cały zespól zagrał dobrze, a szczególnie w obronie. Skoncentrowałyśmy się i dlatego udało nam się dziś wygrać. Jutro chcemy też zagrać dobry mecz mimo zapewnionego awansu.
GRUPA A (Bydgoszcz)
Słowacja - Turcja 60:76 (18:21, 14:17, 9:24, 19:14) Statystyki
Słowacja: Lawless 15, Lukacovicová 10, Vynuchalova 10, Kupcikova 7, Misurová 5, Tetemondová 5, Jurcenkova 5, Ábelová 3, Brezániova 0, Palusna 0, Kubatova 0.
Turcja: Vardarli 20, Yilmaz 14, Alben 9, Caglar 9, Erdogan 8, Ivegin 7, Nevlin 5, Horasan 2, Akkaya 2, Palazoglu 0, Kartaltepe 0, Ivegin 0.
Zapowiadając niedzielne emocje w bydgoskiej hali Łuczniczka, oczekiwaliśmy pierwszych nieoczekiwanych rozstrzygnięć. Już w pierwszym meczu doszło do niespodzianki: i pewne zwycięstwo Turcji nad Słowacją i przebieg meczu wprawiły w zdumienie zgromadzoną publiczność.
Mecz zaczął się od mocnego uderzenia Turczynek. Słowaczki, po świetnym meczu przeciw Rosjankom, chyba nieco zlekceważyły niedzielne rywalki: po 2,5 minutach Turczynki prowadziły 11:0, po akcji podkoszowej Nevriye Yilmaz i trzech trafieniach z dystansu jej koleżanek. Trenerka Natalia Hejkova od razu poprosiła o przerwę. Reprymenda podziała, bo w pięć minut Słowaczki odrobiły straty (15:14), w czym głównie zasługa odważnie wchodzącej pod kosz środkowej Romany Vynaluchowej (6 pkt) oraz Erin Lawless (trafiła z dystansu i po indywidualnej akcji).
Druga kwarta to kopia pierwszej. Słowaczki znowu wyszły mało skoncentrowane i zostały skarcone. Wystarczyły dwie zepsute akcje w ataku, dwie straty i Turczynki po zbiórkach i przechwytach z łatwością wyprowadzały szybkie ataki - w trzy minuty zdobyły 8 pkt z rzędu (29:20). Słowaczki odpowiedziały tylko "trójką". Potem znowu akcje Turczynek kreował duet rozgrywających Isil Alben - Birsel Vardarli. Ich spontaniczne indywidualne akcje przyniosły drużynie 13-punktową przewagę (36:23). Słowaczki przed przerwą zmniejszyły dystans do 6 punktów po trzech rzutach zza linii 6,75 m. Turczynki w końcu kwarty przestały trafiać, ale czujnie zbierały piłki pod koszem rywalek i ponawiały akcje (z 18 zbiórek aż 10 zaliczyły pod atakowana tablicą).
Krytyczny moment dla Słowaczek przyszedł zaraz po przerwie. Niecelne rzuty, gubienie piłek nawet przy wyprowadzaniu piłki ze swojej połowy (5 start w trzy minuty) był wodą na młyn dla Turczynek. W trzy minuty zdobyły kolejno aż 14 punktów! (m.in. trzy rzuty z półdystansu i kontra Yilmaz oraz dwa indywidualne wejścia i dwa rzuty wolne Bahar Caglar). Po 25 minutach meczu "odjechały" aż na 52:32 i taką przewagę utrzymały do końca kwarty.
Ostatnia odsłona była już konsekwencją poprzednich części gry. Załamane Słowaczki nie były w stanie zdecydowanie odpowiedzieć rozpędzonym rywalkom. Dopiero w końcówce zorientowały się chyba, jakie konsekwencje może mieć dzisiejsza wysoka porażka w końcowej klasyfikacji grupy. Zdołały na chwilę zmniejszyć dystans do 12 "oczek", ale znowu wskutek głupich strat pozwoliły Turczynkom zdobyć dwa kosze.
Dziś zwyciężyła energia i radość z gry tureckiej reprezentacji. Mimo zauważalnych jeszcze pewnych mankamentów w grze, nie sposób nie docenić zaangażowania i konsekwencji w dążeniu do końcowego sukcesu. Bohaterką spotkania z pewnością była wszechstronna rozgrywająca Vardarli, która imponowała nie tylko skutecznością w rzutach (20 pkt; trafiła 8 z 12 z gry i jedyny rzut wolny), ale była istotną postacią jeśli chodzi o kreowanie gry, a ponadto wykazywała się sprytem w walce o piłki na tablicach (6 zbiórek - najwięcej w zespole).
Litwa - Rosja 76:64 (16:16, 14:19, 26:17, 20:12) Statystyki
Litwa: Sulciute 20, Bimbaite 20, Linkeviciene 19, Valentiene 6, Solopova 4, Abromaite 3, Petronyte 2, Paugaite 2, Sauliute 0, Sipaviciute 0.
Rosja: Stepanova 17, Arteshina 12, Sapova 10, Kuzina 8, Vidmer 6, Osipova 5, Korstin 4, Popova 2, Belyakova 0, Abrosimova 0.
Wczoraj zwycięstwo ze Słowacją a dziś porażka z Litwą. Bez względu jednak na końcowy wynik zawodniczki Borisa Sokolovskiego gwarantują doskonałe widowisko dla kibiców spragnionych koszykówki na najwyższym poziomie.
Przed dzisiejszym spotkaniem Turcji ze Słowacją wydawało się, że karty w grupie A są już rozdane. Słowaczki po porywającym, aczkolwiek przegranym, widowisku z Rosją miały z Litwą rywalizować o drugie miejsce w grupie. Tymczasem ekspertów zaskoczyły Turczynki nie dając żadnych szans Słowaczkom. Czy wygrana Litwy z Rosją to byłaby niespodzianka równie dużego kalibru?
Zespoły, które wygrały dzień wcześniej ze swoimi przeciwnikami, przystąpiły do meczu skoncentrowane i pełne wiary własne możliwości. Przede wszystkim jednak defensywne. I to właśnie pod znakiem obrony upłynęły pierwsze minuty spotkania. Mecz był wyrównany, prowadzenie co chwilę się zmieniało bądź na tablicy wyników obserwowaliśmy wynik remisowy (14:14 w 9 min. gry). Co ciekawe zarówno Litwinki jak i Rosjanki imponowały w rzutach z dystansu (w pierwszej kwarcie 50% skuteczności w tym elemencie gry) podczas gdy miały problemy z umieszczeniem piłki w koszu z bliższej odległości.
W drugiej kwarcie trwała wyrównana walka. W drużynie litewskiej pierwsze skrzypce grała Ausra Bimbaite, po której akcjach (tak w obronie i jak i ataku) ręce same składały się do oklasków. Dwie skuteczne akcje 2+1, 2 przechwyty wraz ze skuteczną walką na bronionej tablicy nie mogły ujść uwadze obserwatorów tego widowiska. Nie sposób jednak nie oddać również należnych honorów Egle Sulciute i Sandrze Linkeviciene. Przez pierwsze, jak się później okazało, 20 minut bowiem tylko te trzy zawodniczki zdobywały punkty dla Litwy. W ekipie rosyjskiej akcenty rozkładały się równomierniej, tym niemniej rolę liderki pełniła niezawodna jak zwykle, gwiazda Rosji, Maria Stepanova. Obok 7 punktów zebrała również 8 piłek, w tym aż 5 w ataku. To dzięki niej przede wszystkim podopieczne Borisa Sokolovskiego miały szanse na ponawianie akcji po nieskutecznych rzutach. W punktach drugiej szansy okazały się aż o 10 lepsze od przeciwniczek.
Rosyjski trener zareagował odpowiednimi decyzjami na wspomnianą specyfikę litewskiej ofensywy i stosowne decyzje poskutkowały wypracowaniem niewielkiej przewagi na koniec pierwszych 20 minut gry (35:30).
Jakie uwagi trenerzy przekazali swoim zawodniczkom w szatni? Stepanova znana jest wszystkim szkoleniowcom na całym świecie i ograniczenie jej indywidualnych umiejętności jest wyzwaniem nie lada. Czy możliwe jest ograniczenie świetnej współpracy drużynowej rywali? A czy uda się włączyć do gry w ataku inne zawodniczki poza wspomnianą trójką? To problemy coacha Algirdasa Paulaskasa. Czy z kolei trener rosyjski pozwoli na grę tylko owej trójce. Czy będzie liczył na zmęczenie niezwykle intensywnie grającej Sulciute (12 minut przy 17 Bimbaite i 18 Linkevciene a mimo to najwięcej rzutów z gry)? Czy może uda się sprowokować do kolejnych przewinień obciążoną 3 faulami Bimbaite?
Po zmianie stron pierwsze punkty dla Litwy zdobyła.... Giedre Paugaite. Czyżby miała to być zapowiedź zmiany strategii trenera? Tym bardziej, że akcja 2+1 Agne Abromaite i dwa celne rzuty za 3 Rimy Valentiene dały ponowne prowadzenie Litwie 41:39 po niespełna 3 minutach drugiej połowy.
Kolejne zawodniczki skuteczne, Bimbaite z Sulciute nadal w doskonałej dyspozycji i dzięki temu aż 9 punktami trzecią kwartę wygrały Litwinki 26:17. Udało im się utrzymać świetną skuteczność z dystansu (58%!) i jeszcze lepszą w rzutach za 1 punkt (82%). Przy odpowiednio 36% i 48% procentach Rosjanek wynik nie może dziwić. Tym bardziej, że koszykarki Paulaskasa równie dobrze radziły sobie we współpracy tak w obronie jak i ataku (po 6 asyst obu ekip w kwarcie).
W ostatniej części gry Litwie udało się utrzymać prowadzenie, ba nawet je w ostatnich 5 minutach wyraźnie powiększając. Zawodniczki wyróżnione po pierwszej połowie równie dobrze spisywały się po zmianie stron. Sulciute, Bimbaite i Linkeviciene dały pokaz niesłychanych umiejętności. Wśród przegranych na brawa zasłużyła również już wspomniana Stepanova imponując rzadko spotykanymi osiągnięciami statystycznymi (17 punktów, 13 zbiórek, 3 asysty).
Biorąc pod uwagę wczorajszy mecz z Turcją i dzisiejszy triumf Turczynek ze Słowacją wypada postawić sobie pytanie czy aby powoli Litwinki nie wyrastają na jednego z faworytów ME?
GRUPA B (Bydgoszcz)
Izrael - Białoruś 41:68 (12:18, 6:8, 18:21, 5:21) Statystyki
Izrael: Cohen 12, Doron 8, Levitsky 8, Fleischer 5, Shafir 2, Abramzon 2, Sueaz Karni 2, Dori 2, Ganor 0, Zairy 0, Selwyn 0, Epstein 0.
Białoruś: Likhtarovich 13, Marchanka 11, Troina 9, Snytsina 9, Leuchanka 8, Kress 6, Anufryienka 6, Trafimava 3, Valko 3, Dureika 0.
Czwarty zespół poprzedniego Eurobasketu odniósł drugie zwycięstwo w "bydgoskiej" grupie B i myślami jest już przy meczach drugiej rundy w łódzkiej Łuczniczce, których stawką będzie awans do półfinałów. Pokonane koszykarki Izraela czeka mecz ostatniej szansy z Wielką Brytanią.
W pierwszej kwarcie kibice obserwowali bardzo szybki mecz: dużo kontrataków, rzutów w pierwszych sekundach akcji i nagradzali je brawami. Białorusinki wykorzystywały przewagę wzrostu i zbierały większość piłek z obu tablic (po pięciu minutach miały już o 10 zbiórek więcej), a dzięki większości trafieniom spod kosza odskoczyły na 18:9 pół minuty przed końcem kwarty.
Druga kwarta to bardzo wyrównana gra. Koszykarki Izraela doszły na 20:18, ale szybko straciły 6 punktów z rzędu. Niestety, poziom meczu znacznie spadł. Mnożyły się straty (sama liderka Białorusi Yelena Leuchanka miała 5), pudła z łatwych pozycji podkoszowych, rzuty w kant tablicy (skuteczność obu drużyn na poziomie zaledwie 30 procent). Drużyny nie zdobyły średnio jednego punktu na minutę gry!
Koszykarki Izraela wzięły się do pracy na początku drugiej połowy. Faulowana Shay Doron wykorzystała rzuty wolne, za chwilę odważnie i skutecznie skończyła indywidualną akcję, tak samo uczyniła Ekaterina Abramzon i przewaga Białorusinek stopniała do 4 "oczek" (31:27). Wystarczyło jednak ożywienia akcji przez kierującą grą Natallię Marchankę, by po jej asystach koleżanki zwiększyły dystans (10:1 w cztery minuty i 41:28). Wykorzystały też moment, gdy zeszły z parkietu najlepiej punktujące w Izraelu rozgrywające Liron Cohen i Doron.
W ostatniej kwarcie bardziej doświadczone Białorusinki kontrolowały przebieg meczu. Zbierały piłki po kolejnych niecelnych rzutach rywalek i wykorzystywały skrzętnie swoje akcje. Koszykarki Izraela były bezradne: w ataku albo nie mogły przedostać się pod kosz i wypracować dobrej pozycji rzutowej, a jeśli już taką miały, nie trafiały, nawet po dobitkach. Przez ponad osiem minut jedyny celny rzut oddała Naama Shafir, której występ w Eurobaskecie nie był pewny do ostatnich godzin. Jako ortodoksyjna Żydówka nie może odsłaniać ramion. Chciała grać w t-shircie pod koszulką koszykarską, na co nie pozwalają przepisy FIBA Europe. Ostatecznie może grać, nakładając na ramiona coś w rodzaju ochraniaczy (i wygląda, jakby miała na sobie koszulkę z krótkim rękawem).
Białorusinki w końcówce rozbiły rywalki serią rzutów z półdystansu i dystansu, stąd ponad 20-punktowa różnica po ostatnim gwizdku sędziego.
Wielka Brytania - Czechy 45:60 (13:9, 10:18, 12:21, 10:12)
Wielka Brytania: Leedham 14, Anderson 7, Page 7, Vanderwal 6, Butler 4, Mason 2, Collins 2, Handy 2, Thomas-Johnson 1, Stewart 0, Stafford 0.
Czechy: Elhotova 27, Veselá 10, Burgrová 8, Burgrová 4, Vitecková 4, Zrustova 3, Bortelová 2, Kulichová 2, Hartigová 0.
GRUPA D (Katowice)
Chorwacja - Grecja 65:63 (26:16, 16:13, 11:14, 12:20) Statystyki
Chorwacja: Mandir 19, Lelas 15, Ivezic 11, Ivankovic 6, Sliskovic 6, Misura 5, Ciglar 2, Mazic 1, Pavetic 0, Lokas 0, Cakic 0.
Grecja: Kalentzou 14, Kaltsidou 14, Chatzinikolaou 9, Spyridopoulou 9, Maltsi 8, Papamichail 4, Spanou 3, Dimitrakou 2, Sotiriou 0.
Jako drugie podczas kolejnego dnia mistrzostw Europy koszykarek na parkiet katowickiego Spodka wybiegły zawodniczki Chorwacji oraz Grecji. Mecz ten był znacznie ważniejszy dla Chorwatek, które w wczoraj doznały pogromu z rąk Francji. Dzień po tym otrzymały idealną okazję do rehabilitacji.
Już od pierwszych chwil zaciekle i zdecydowanie rzuciły się na rywalki czego efektem był wynik po ponad 3 minutach gry 12:0. Znakomicie grała Ana Lelas, która dwukrotnie trafiła w tym okresie gry za 3 punkty. Trener Greczynek Kostas Missas nie miał innego wyjścia jak tylko poprosić o przerwę na żądanie. Po powrocie na parkiet gra się wyrównała ale raczej nie o to chodziło szkoleniowcowi. Chorwatki nie zwalniały tempa i w dalszym ciągu grały na bardzo dobrej skuteczności dzięki czemu utrzymywały około 10-punktowe prowadzenie. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 26:16.
W kolejnych 10 minutach Chorwatki postanowiły zróżnicować swój atak i w dużej mierze przenieść ciężar swojej gry pod kosz. Coraz więcej piłek było tam zagrywanych ale niewielka ich ilość była zamieniana na punkty. Na szczęście dla Chorwatek, Grecja także nie grała koszykówki która mogła by zmienić obraz tego spotkania. Gra momentami był nierówna i szarpana z obydwu stron. Po 15 minutach na świetlnej tablicy widniał wynik 30:24. Greczynki przez cały czas miały poważne kłopoty z trafianiem do kosza i ich skuteczność oscylowała w okolicach 30 procent. Dlatego też między innymi po pierwszej połowie Chorwatki prowadziły 42:29. Końcowy wynik tej części gry ustaliła rzutem za 3 punkty w ostatnich sekundach Sandra Mandir.
Dobre nastawienie mentalne i lepiej ustawione celowniki reprezentacji Grecji sprawiły, że już po trzech minutach Chorwatki musiały wysłuchiwać uwag swojego trenera. Wszystko to przez zniwelowanie przewagi ich zespołu do 7 punktów. Po tej przerwie zaczęły grać coraz odważniej pod kosz do swojej środkowej Luci Ivankovic. Zagrania te przyniosły im 6 punktów z rzędu. Greczynki po dobrym początku tej części gry jakby się zatrzymały i powróciły do gry bez pomysłu. Nieprzemyślane zagrania, niecelne rzuty, głupie straty piłki i nonszalanckie decyzje były niemal na porządku dziennym. Dlatego też po 3 kwartach Grecja w dalszym ciągu traciła do Chorwacji 10 punktów.
Greczynki jednak już od początku ostatnich 10 minut zaczęły swoja szarżę. Sygnał do zdecydowanego ataku dała Anna Spirydopoulou, która dwukrotnie trafiła za 3 punkty. Za chwilę także trafiła po raz trzeci i przewaga Chorwacji stopniała do 3 punktów. Nerwy zaczęły brać górę nad zawodniczkami tej ekipy i nawet rzuty wolne zaczęły im sprawiać duże problemy. Po kolejnym celnym rzucie zza linii 6,75 metra, tym razem Evanthi Maltsi Grecja objęła jednopunktowe prowadzenie 56:55. Widzący ten stan szkoleniowiec Chorwacji Stipe Bralic wpuścił na parkiet Luce Ivankovic, która we wcześniejszym fragmencie meczu potrafiła wziąć ciężar gry na swoje barki. Musiał jednak szybko wycofać się ze swego pomysłu kiedy zobaczył, że Greczynki chyba znalazły na nią sposób.
Nic to jednak nie dało ponieważ w ataku zbyt bardzo uwierzyły w swoje rzuty za 3 punkty, które w końcówce je zawiodły. Była to typowa woda na młyn dla Chorwacji, która z rozwagą i spokojem wyprowadzała kolejne akcje i kolekcjonowała punkty. Na niecałą minutę do końca prowadząc 63:59. Wtedy nastąpił jednak kolejny już zwrot akcji w tym spotkaniu i dzięki skutecznie wykonywanym rzutom wolnym Grecja na 12 sekund do końca meczu remisowała po 63. Piłkę w swoich rękach miały Chorwatki, a dokładniej Sandra Mandir, której koleżanki zostawiły kompletną dowolność w rozegraniu akcji. Tak przygotowanej sytuacji Chorwatka nie zmarnowała i po wejściu pod kosz zdobyła zwycięskie punkty. Greczynki próbowały jeszcze zmienić losy pojedynku rzutem z połowy boiska ale nie doszedł on do upragnionego celu.
Po tym jak na razie najbardziej emocjonującym spotkaniu w tym turnieju w Katowicach sytuacja w grupie D staje się bardzo ciekawa.
Łotwa - Francja 59:56 (13:16, 9:12, 14:13, 14:9, d. 9:6)
Łotwa: Babkina 26, Basko 10, Tamane 9, Niedola 5, Jansone 4, Kublina 3, Karklina 2.
Francja: Miyem 12, Gruda 11, Lawson 9, Beikes 7, Gomis 7, Ndongue 6, Digbeu 2, Dumerc 2, Lepron 0, Laborde 0, Yacoubou-Dehoui 0, Bonnan 0.
19.06.2011 15:12, Informacja prasowa, ws
Niemki pokonane! Awans pewny!
Reprezentacja Polski koszykarek odniosła pierwsze zwycięstwo na Mistrzostwach Europy! Podopieczne Dariusza Maciejewskiego pokonały drużynę Niemiec 75:60, a liderką z prawdziwego zdarzenia była Ewelina Kobryn, która po wczorajszym nieudanym występie dziś zanotowała 16 punktów i 9 zbiórek. Równie udane zawody zanotowały Małgorzata Babicka i Agnieszka Skobel, zdobywając po 11 "oczek".
19.06.2011 15:12, Informacja prasowa, ws