Lotos PKO BP Gdynia rozpoczął ten mecz piątką: Paulina Pawlak, Alana Beard, Katia Snytsina, Magdalena Leciejewska i Ivana Matovic. Wyrównana walka trwała tylko przez 5 minut pierwszej kwarty. Od stanu 9:6 dla Ros Casares gospodynie sukcesywnie zaczęły powiększać przewagę. Wicemistrzynie Polski były zupełnie bezradne, popełniały szkolne błędy i często traciły piłkę, albo dając ją sobie zabrać, albo podając niecelnie. W pierwszej kwarcie popełniły aż 10 strat! W efekcie pierwsza odsłona 23:14 dla Ros Casares, choć mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie celny rzut za 3 punkty Natalii Marchanki tuż przed końcem.
Druga kwarta zaczęła się od "trójek" Katii Snytsiny i Marchanki i zrobiło się tylko 23:20 dla gospodyń. Jak się okazało były to miłe złego początki. Pod koszem gdynianek szalała Brazylijka de Souza Machado, nie do zatrzymania była też Amaya Valdemoro, która z dziecinną łatwością zabierała gdyniankom piłkę i kończyła akcje celnymi rzutami. Podopieczne Jacka Winnickiego grały jakby sparaliżowane, brakowało pomysłu na rozegranie akcji, szwankowało zastawianie na desce i w efekcie rywalki zbierały piłkę z atakowanej tablicy. Liczba strat w tej kwarcie - 11 - mówi sama za siebie.
W kolejnych kwartach obraz gry nie uległ zmianie. Gospodynie systematycznie powiększały przewagę, grając widowiskowo i szybko w ataku, natomiast agresywną obroną wymuszały straty. Po 30 minutach wygrywały różnicą 30 punktów (67:37) a w ostatniej odsłonie jeszcze tą przewagę powiększyły. Inauguracja rozgrywek zatem nieudana w wykonaniu Lotosu PKO BP Gdynia. Trzeba szybko wyciągnąć wnioski, bo już w następnej kolejce do Gdyni przyjeżdża drugi faworyt UMMC Ekaterinburg.
W meczu z Ros Casares Walencja ciężko było zauważyć coś pozytywnego w grze gdynianek. 37 strat na tym poziomie to rzecz, która nie ma prawa się zdarzyć. Gdynianki wyraźnie przegrały też walkę na deskach, ale symptomatyczny jest fakt, że koszykarki z Walencji zupełnie zdominowały atakowaną przez siebie tablicę - 24 zbiórki w ataku wystawiają gdyńskiej defensywie dość marne świadectwo. Brak agresji, brak zastawiania - bez tego nie da się podjąć wyrównanej walki z tak renomowanym i silnym rywalem. Gdyńskie środkowe, które miały stanowić o sile podkoszowej zespołu zagrały bardzo słabo. Ivana Matovic zdobyła co prawda 15 punktów, ale tylko 3 zbiórki to zdecydowanie poniżej oczekiwań i jej możliwości. Jennifer Fleischer zebrała co prawda 6 piłek, ale wszystkie w obronie. Pożytek w ataku był z niej żaden. Formę zgubiła Magdalena Leciejewska. Jedyną zawodniczką, u której widać było chęć do walki pod tablicami była Emilija Podrug, szkoda tylko, że miała tak słabo ustawiony celownik.
Gdynianki zapomniały też o tym, że koszykówka to gra zespołowa. Świadczy o tym liczba asyst - tylko 6 w całym meczu (2 po dwóch kwartach). Walencja obnażyła wszystkie braki Lotosu PKO BP Gdynia. Teraz trzeba szybko podnieść się po tej klęsce i zrehabilitować się w meczu z Ekaterinburgiem.
Ros Casares Walencja - Lotos PKO BP Gdynia 93:51 (23:14, 21:11, 23:12, 26:14)
Lotos PKO BP: Matovic 15, Beard 11, Marchanka 9, Snytsina 8, Maslowski 5, Podrug 3, Leciejewska 0, Pawlak 0, Tomiałowicz 0, Fleischer 0.
15.10.2008 22:41, Jakub Jakubowski
W Walencji bez niespodzianki
Smutna inauguracja rozgrywek Euroligi. Koszykarki Lotosu PKO BP Gdynia nie miały nic do powiedzenia w wyjazdowym meczu z Ros Casares Walencja i przegrały 51:93. Co prawda hiszpańska drużyna należy do faworytów całej Euroligi, ale tak druzgocącej porażki nikt się nie spodziewał. Gdyniankom w tym meczu nie wychodziło praktycznie nic, a ilość popełnionych strat mogłaby wystarczeć spokojnie na cztery mecze.
15.10.2008 22:41, Jakub Jakubowski