06.12.2008 20:53, Paweł Kozłowski
KSSSE AZS PWSZ po raz drugi lepszy od mistrzyń Polski
To był widowisko na miarę hitu kolejki! Zawodniczki obu zespołów stworzyły w sobotę w Gorzowie wspaniałe widowisko, w którym górą były miejscowe. Koszykarki KSSSE AZS-PWSZ świetnie zagrały w drugiej połowie i zwyciężyły mistrzynie Polski już po raz drugi w sezonie.
06.12.2008 20:53, Paweł Kozłowski
Początek spotkania był bardzo dobry w wykonaniu Wisły Can-Pack. Po grze krakowianek nie było widać, że na boisku brakuje czterech kontuzjowanych zawodniczek (Chamique Holdsclaw, Anny Wielebnowskiej, Eweliny Kobryn i Agnieszki Pałki, która była tylko w składzie). Trafienia z dystansu zaliczały: Dominique Canty, Dorota Gburczyk i Marta Fernandez. W zeszłym roku to właśnie doskonała dyspozycja rzutowa Hiszpanki przesądziła o zwycięstwie "Białej Gwiazdy" w Gorzowie i miejscowi kibice w przerwie meczu zastanawiali się, czy historia znów się powtórzy. W końcówce drugiej kwarty, po trójce Slobodanki Maksimovic, wiślaczki prowadziły nawet różnicą 11 punktów (45:34). – W pierwszych dwóch kwartach graliśmy koszykówkę rozsądną, nie poddawaliśmy się tempu nadawanemu przez gorzowski zespół – komentował po meczu trener Wojciech Downar-Zapolski.
Losy meczu odmieniły się po przerwie. Drużyna KSSSE AZS-PWSZ zaczęła grać koncertowo. Gorzowianki świetnie broniły na całym boisku, czym wymusiły na rywalkach dużą liczbę strat przy wyprowadzaniu piłki. Na 51 s przed zakończeniem trzeciej części gry do remisu (54:54) doprowadziła Czeszka Katarina Zohnova, która wykorzystała przechwyt i asystę Samanthy Richards. Pół minuty później miejscowe już prowadziły, po akcji Justyny Żurowskiej.
W czwartej kwarcie gorzowianki - niesione wspaniałym dopingiem kibiców - dokonały dzieła zniszczenia. Na 3,43 s przed końcem, po rzucie za trzy punkty Zohnovej, KSSSE AZS-PWSZ prowadził 68:58. Krakowianki zniwelowały różnicę do sześciu oczek po akcjach Canty i Candice Dupree, ale koszykarki trenera Maciejewskiego kontrolowały już sytuację. Mistrzynie próbowały jeszcze odwrócić losy meczu szybko faulując, ale pozwoliło im to jedynie na zmniejszenie strat do pięciu punktów (70:75).
- Gdybyśmy przegrali ten mecz, musiałbym wziąć winę na siebie. Do tej pory zespół Wisły miał jedynie 19-procentową skuteczność rzutów za trzy punkty, więc zaczęliśmy w obronie mocno cofnięci - powiedział szkoleniowiec KSSSE Dariusz Maciejewski. - W szatni, w przerwie meczu, wszyscy stwierdziliśmy, że to nie jest nasz styl grania i musimy "wyjść wyżej". Cieszę się, że wspólnie z całym zespołem wyciągnęliśmy wnioski ze słabej pierwszej połowy. W pewnym momencie wiedziałem, że przy tak wspaniałym dopingu nie możemy tego meczu przegrać.