,

Lista aktualności

Wiara czyni cuda, wicemistrzynie pokonane

Koszykarki Lidera Pruszków sprawiły kolejną niespodziankę w tym sezonie Ford Germaz Ekstraklasy. Podopieczne Arkadiusza Konieckiego na własnym parkiecie pokonały faworyzowany KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp. 72:71. Najlepsze zawody na polskich parkietach rozegrała Rashanda McCants.

,

- Głęboko wierzę, że stać nas na powtórzenie meczu z AZS-em z poprzedniego sezonu - mówił przed sobotnim spotkaniem z AZS-em prezes Lidera Paweł Kędzierski. W styczniu Lider przegrał bowiem z akademiczkami minimalnie, głównie przez błędy w końcówce. Wiary prezesa pruszkowskiego klubu nie potwierdzały jednak wyniki ostatnich spotkań ligowych. Zespół z Mazowsza wygrał, co prawda na otwarcie w Toruniu z Energą, ale potem pojawił się blamaż z Lotosem Gdynia i porażka z INEĄ AZS w Poznaniu. W tamtych spotkaniach słabo wypadła jedyna amerykańska koszykarka Lidera Rashanda McCants, która trafiła zaledwie 6 z 25 rzutów z gry. - Oznajmiliśmy jej z prezesem, że jeśli dalej chce prezentować taki poziom i styl, to nie ma miejsca w naszej drużynie. Rashanda poprosiła nas o kolejną szansę, a my się na to zgodziliśmy. Bardzo chciała udowodnić, że nasze opinie na jej temat były krzywdzące - tłumaczył przyczyny pozostawienia McCants w zespole trener Arkadiusz Koniecki. Amerykanka spotkanie rozpoczęła jednak na ławce, podobnie jak kontuzjowana Magdalena Skorek, której uraz stawu skokowego okazał się poważniejszy, niż to się pierwotnie wydawało. W ich miejsce w pierwszej piątce pojawiły się Katarzyna Bednarczyk i Paulina Antczak. Zawody lepiej rozpoczęły przyjezdne, osiągając przewagę 0:7 po zaledwie dwóch minutach. - Przez moment przeszła mi przez głowę myśl, że może się powtórzyć mecz z Lotosem, kiedy na samym początku przegrywałyśmy 0:9, a później było już tylko gorzej. Trener Koniecki szybko wziął jednak czas. Emocje opadły, a nam zaczęło grać się lepiej - wyjaśniła Alicja Bednarek. Doświadczona rozgrywająca Lidera jako pierwsza poderwała drużynę. Nie tylko punktowała, ale przede wszystkim uruchamiała skuteczną tego dnia pod koszem Aleksandrę Chomać. Wkrótce ich śladem poszły pozostałe koszykarki i mecz się wyrównał. W krytycznych momentach ciężar zdobywania punktów brała również na siebie McCants, która skutecznie wykorzystywała luki w złym ustawieniu rywalek (21 punktów w całym meczu). Amerykanka, dwukrotnie, w kuriozalny sposób przechwyciła też piłkę pod samym koszem. - Jeśli dalej będzie tak grała to nic nie stoi na przeszkodzie, aby została do końca sezonu w Polsce. Po wychowawczej rozmowie wszystko zmieniło się na lepsze. Amerykanka jako pierwsza pojawiała się na treningach, do których angażowała się znacznie bardziej. To zaowocowało w starciu z gorzowiankami - cieszył się Koniecki. Na nieco ponad 4 minuty przed końcem Alicja Bednarek po rzucie z pół dystansu wyprowadziła Lidera na najwyższej prowadzenie (70:62). To usztywniło miejscowe. W ich grę wkradła się nerwowość z początku spotkania, a akcje w ataku były czytelne. Wykorzystały to Akademiczki, które po rzucie Justyny Żurowskiej za trzy doszły rywalki na jeden punkt (69:70). AZS mógł wyjść nawet na prowadzenie, ale w końcówce pogubiła się Johanna Leedham. Najpierw w dobrej sytuacji nie trafiła z półdystansu, a chwilę później w ataku pozycyjnym przekroczyła linię końcową. Niezdecydowanie wicemistrzyń Polski pewnie wykorzystał Lider. Debiutująca w tym sezonie w PLKK Katarzyna Furdak wykorzystała jeden z dwóch rzutów wolnych, a Bednarek pewnie wykorzystała oba. Rozmiary porażki przyjezdnych trafieniem równo z syreną zmniejszyła Samantha Richards. - Nie mogliśmy wejść we właściwy rytm. Broniliśmy bardzo źle, głównie w pierwszej połowie. Nie wiem, czy był to efekt zlekceważenia rywalek, czy też brakowało nam treningów z piłką, których po ostatnim meczu z CCC praktycznie nie mieliśmy - zastanawiał się trener AZS-u, Dariusz Maciejewski. - Kluczem do naszej wygranej była walka pod tablicami. W Poznaniu udało nam się zebrać tylko cztery piłki w ataku, w meczu z AZS-em aż 17 to wymiernie przełożyło się później na punkty - podsumował spotkanie Koniecki.