Dariusz Maciejewski: Nie żałuję, że zostałem
fot. Radosław Łogusz

,

Lista aktualności

Dariusz Maciejewski: Nie żałuję, że zostałem

Koniec grudnia jest najlepszym okresem na podsumowania. Poniżej przedstawiamy rozmowę z Dariuszem Maciejewskim, w której szkoleniowiec KSSSE AZS PWSZ podsumowuje kończący się rok.

,

Panie trenerze rok 2012 zbliża się ku końcowi. Jaki on był dla pana?

- Z wielu powodów był to bardzo ciężki rok, ale niezmiernie cieszy fakt, że wciąż jesteśmy zespołem grającym w Ekstraklasie. Było wielkie niebezpieczeństwo, że możemy przestać funkcjonować, jak wiele klubów w Polsce. Zbyt mało osób o tym wie lub nie chce w to uwierzyć, ale istniało realne zagrożenie, że naszego klubu nie będzie w rozgrywkach na najwyższym szczeblu. W dużej mierze udało nam się to dzięki temu, że szkolimy młodzież. Mogliśmy dzięki temu skład uzupełnić naszymi zdolnymi juniorkami. Wiele dobrego wniosło wejście nowej siły w postaci pana Janusza Woźnego w roli prezesa. To dało nam spory zastrzyk optymizmu w tym najtrudniejszym okresie. Gdy startowaliśmy do rozgrywek w tym sezonie mieliśmy pełną świadomość, że nie będziemy grali o medale, ale o miejsce w środku tabeli. Powoli zaczynamy myśleć o odbicia się od dna w zbliżającym się roku.

W kryzysie ciężko doszukiwać się sukcesów. Czy takie w ogóle były?

- Na pewno były. Największym naszym sukcesem było to, że wystartowaliśmy w lidze. Będę to powtarzał, bo wiem jak ciężko było do tego doprowadzić. Po drugie cieszy mnie, że w tym najtrudniejszym okresie wiele osób się od nas nie odwróciło. Zostali z nami najważniejsi sponsorzy, którzy mimo ciężkich czasów zdecydowali się nas dalej wspierać. Co więcej wciąż dołączają nowi. Pokazaliśmy siłę naszego klubu i dostrzegły to władze miasta. Wierzymy, że teraz wspólnie z miastem będziemy budować od nowa siłę kobiecej koszykówki, tak jak to było za naszych najlepszych czasów, gdy zdobywaliśmy medale mistrzostw Polski i graliśmy w Eurolidze. To jest nasz cel na najbliższe lata.

Klub bardzo mocnym akcentem zakończył rok podpisując umowy z kilkunastoma samorządami na szkolenie dzieci. To chyba też powód do dumy?

- Na pewno najważniejszym naszym sukcesem oprócz wystartowania w Ekstraklasie jest zapoczątkowanie programu "Nauka, Sport, Przyszłość". Te dwa aspekty są bardzo mocno ze sobą powiązane. Gdybyśmy nie grali w elicie na pewno nie odważylibyśmy się na wystartowanie z tym projektem. Jest on bardzo dobrze odbierany zarówno w mieście, jak i ościennych miejscowościach. Jednak prawda jest taka, że cały program ma sens tylko wtedy, gdy nadrzędnym celem dla młodych koszykarek jest gra w Ekstraklasie. Fajnie jest widzieć pierwsze efekty podczas obserwowania treningów naszych nowych młodych zawodniczek. Po tym co zobaczyłem jestem optymistą i wierzę że przy systematycznej i długofalowej pracy dziewczynki z tego programu będą decydować o sile AZS PWSZ Gorzów.

Z perspektywy roku żałuje pan czegoś?

- Nie. Wielu ludzi pyta się mnie, czy nie żałuje że zostałem. Mimo że jest nam wszystkim bardzo ciężko to patrzę optymistycznie w przyszłość i wiem że czasami trzeba przeżyć ciężkie chwile, takie jak po ostatnim meczu z Pruszkowem. Wtedy też nie myślałem o tym, że musze czegoś żałować tylko w kategoriach co zrobić, żeby było lepiej, żeby nie przeżywać takich ciężkich chwil, no i myśleć o tym, żeby ta przyszłość przy dużej współpracy z miastem była już lepsza. Ciężko to przyznać, ale musimy kierować się wzorem Zielonej Góry. Tam miasto postawiło na dwie dyscypliny i są tego efekty. Oba zespoły walczą tam o najwyższe cele. Koszykarze Zastalu dostali nową halę po awansie do Ekstraklasy. Nam marzy się, żeby ponowna walka o medale toczyła się już w nowoczesnej hali w Gorzowie.